Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Piotr "Klemens" Zawada wyróżniony za artykuł pt. "Vive l'Empereur!"

W ostatnich tygodniach, na łamach najlepszej polskiej strony internetowej o tematyce napoleońskiej: napoleon.org.pl, z okazji 190 rocznicy śmierci Cesarza, został ogłoszony konkurs na najlepszy artykuł o tematyce empirowej.

Była to już VIII edycja Konkursu. Kilka dni temu Kapituła Konkursu wyłoniła jego zwycięzcę: osobę przedstawiającą się pseudonimem Gladiasolaria za artykuł pt. "Amputacje kończyn w okresie wojen napoleońskich".

Jednak tym co najbardziej nas w całym konkursie ucieszyło było wręczenie naszemu pułkowemu "wiarusowi" - Klemensowi - wyróżnienia za artykuł "Vive l'empereur!".

 

Dzięki uprzejmości Piotra przedstawiamy poniżej wyróżnioną pracę:

 

 

Vive l’Empereur!

„Można mu się było dobrze przypatrzeć; jakaż to radość była widzieć go przed naszym frontem! Mnie się wtedy zdawało, że gdyby mi był rozkazał wkręcić się w ziemię lub samemu pójść zdobywać twierdzę Smoleńsk lub w Dniepr obok nas płynący wskoczyć, bez żadnego namysłu byłbym wnet uskutecznił rozkaz; taki miał urok, taką ufność wzbudzał”1. Albo:

„Pierwszy raz wtedy obaczyłem tego nadzwyczajnego człowieka i wielkiego wodza. Na twarzy i w oczach jego znać było ducha niepospolitego. Nie umiem znaleźć słów na wypowiedzenie wrażenia jakie na mnie wówczas ten bohater uczynił”2.

To nie gwiazda rocka, ani piłkarz FC Barcelony, nikt ze zwycięzców „Tańca z Gwiazdami”, a nawet nie Miss Świata, rzadko, który po nim, wielki dowódca wojskowy, już nie mówiąc o politykach. Takie niesamowite wrażenie na naszych „ojcach” robił facet:

„ (…) średniego wieku, nieco otyły, w sieraczkowym surducie pod szyję zapiętym, w kapeluszu stosowanym bez żadnego znaku prócz małej trójkolorowej kokardy”3.

Ten niepozorny gość to Napoleon Bonaparte. Genialny wódz, strateg i logistyk, prawodawca i polityk, organizator i administrator, doceniał naukę, znał się na sztuce i lubił czytać. Grał nieźle w szachy i znał kilka ładnych kobiet. To cesarz Francuzów i trochę Polaków.

Ale do rzeczy. Celem mojej pracy jest ukazanie Napoleona Bonaparte jako wodza, dowódcy i żołnierza, takim jakim go widzieli prości, ale i także bardziej wykształceni żołnierze, jak choćby Melchior Witkowski prosty, szary żołnierz, który nieporadnym stylem, kulfoniastymi literami napisał „Pamiętnik prostego żołnierza z lat 1812-1816”, oraz niższa kadra oficerska w świetle kilku polskich pamiętników z epoki. Celem tej pracy jest również pokazanie jaką wielką charyzmą i autorytetem cieszy się Napoleon wśród swoich żołnierzy. Cesarz interesował się ich losem, był po prostu jednym z nich. Bo był i znał ich troski, potrzeby i pragnienia. Więc dbał jak mógł o to by mieli co zjeść, w czym maszerować i z czego strzelać. Zawsze miał czas, by wysłuchać ich próśb i skarg i nigdy nie zapominał o ich zasługach, które hojnie wynagradzał, a nie tak jak my, którzy w obecnych czasach nie potrafimy znaleźć nawet pięciu minut, aby poczytać przed snem swoim własnym dzieciom..

W przeciwieństwie do swoich „kolegów” po fachu czyli cara Aleksandra I, cesarza Austrii Franciszka I oraz króla Prus Fryderyka Wilhelma III, Napoleon wzbudzał nieporównywalnie większe zaufanie wśród swoich żołnierzy, wydawał się być bardziej prawdziwy, naturalny, można go było wręcz dotknąć. W przeciwieństwie do nich był żołnierzem z krwi i kości i jak nikt inny znał się na wojaczce. Już sam jego widok, sama jego obecność na polu bitwy wzbudzała w jego żołnierzach entuzjazm i zapał do walki w przeciwieństwie do żołnierzy wroga, którzy zaczynali oglądać się za siebie. Napoleon wiedział jak porwać za sobą żołnierzy, którzy z okrzykiem na ustach Vive l”empereur! Pewnym krokiem z bagnetem na broni szli na bój śmiertelny.

Późniejszy „przyjaciel” Napoleona car Aleksander I wyleczył się z dowodzenia po bitwie pod Austerlitz, przy najmniej na jakiś czas i nie musiał unikać wzroku swoich żołnierzy. Natomiast cesarz Franciszek I, co prawda też był pod Austerlitz, ale osobiście nie dowodził, za to po klęsce musiał świecić oczami za swych generałów i feldmarszałków. Notabene, prawie przez całą epokę napoleońską musiał za nich świecić oczami. Niespełna rok później po klęskach Prusaków pod Jeną i Auerstadt, które osobiście obserwował król Fryderyk Wilhelm III,wolał on w ogóle nie dotykać się dowodzenia i zostawić to swoim generałom, co chyba wyszło Prusom na dobre.

Cesarz często osobiście dowodził w polu, objeżdżał oddziały wydając im rozkazy, prowadził oddziały na pozycje, tak jak we wspomnieniach Antoniego Białkowskiego oficera pułku 12 piechoty w czasie kampanii saskiej w 1813 roku:

„ Korpus stał pod bronią, kazał więc nam Napoleon zajść plutonami, jak gdyby do przeglądu. Ale jakież było nasze zdziwienie, gdy zamiast przeglądu korpus ruszył na Zittau ku granicy czeskiej, mając samego Napoleona na czele. Pomimo gór wyniosłych, które Czechy od Saksonii dzielą, przepędziliśmy nieprzyjaciela i dnia tego zajęliśmy miasto Gabel”4.

Napoleon kierował atakami kawalerii, ustawiał sam armaty i sam z nich celował nie zważając na niebezpieczeństwo, co osobiście widział Aleksander Fredro oficer sztabu głównego podczas błyskotliwej kampanii Napoleona w 1814 roku:

„(…) bateria artylerii konnej gwardii z ogrodu pałacu Surville, dominującego miasteczko Montereau równie jak i drogi, którymi wypędzony cofał się nieprzyjaciel - żegnała go, jak mogła najlepiej. Wie każdy, że tam Napoleon sam wymierzył jedno działo, wie, że powiedział swoim gwardzistom: „Nie lękajcie się; jeszcze kula nie ulana, która mnie zabije”5. Tak na marginesie to Napoleon artylerzysta wtedy spudłował. Kula upadła przed nieprzyjacielską linią.

Jeżeli było to konieczne cesarz osobiście prowadził żołnierzy do walki, co bardzo im imponowało o czym pisali w swoich pamiętnikach Kajetan Wojciechowski oficer lansjerów nadwiślańskich oraz Augustyn Słubicki generał brygady ze sztabu wicekróla włoskiego Eugeniusza Beauharnais w czasie bitwy pod Lutzen w 1813 roku:

„Koło południa cesarz przybył przed nasz korpus. Zsiadłszy z konia długo patrzył w stronę, kędy ogień działowy trwał bez przerwy. Wszystkich nas oczy były zwrócone w tę samą stronę: uważaliśmy, że się huk armatni ku nam zbliżał; w tej samej chwili Napoleon rozesławszy adiutantów w różne strony siadł na konia i rzucił się w największy ogień, a za nim ruszyła gwardia, za którą nasz korpus pomaszerował”6, oraz

„Napoleon był bardzo czynny w tej walce i pomiędzy kulami karabinowymi i armatnimi często się pokazywał, co ducha wojsku młodemu wiele dodawało”7.

Czy to w marszu, czy w obozie, Napoleon nie wymagał od swych żołnierzy specjalnego uszanowania, w przeciwieństwie do swych marszałków i wyższych oficerów. Wśród żołnierzy czuł się jak w najbliższej rodzinie i nie odczuwał wobec nich żadnego skrępowania i jak wspomina jeden z żołnierzy starej gwardii:

„Kiedy jechał między nami na koniu, wyglądał jak nasz pułkownik. Nie zwracał też najmniejszej uwagi na deszcz, grad, burz”8.

Po ciężkiej bitwie z Rosjanami pod Pułtuskiem w 1806 roku podczas ostrej polskiej zimy, kiedy żołnierzom doskwierał głód, miała miejsce taka oto wesoła scena:

„Gdy odbywał przegląd 5 korpusu, żołnierze krzyczeli:

- Papa, chleba!

Nie rozumiał Napoleon, co to jest „chleba”, dopiero przywołali kapitana Falkowskiego, aby go po polsku nauczył, jak odpowiedzieć: „nie masz chleba”. Nauczył się też prędko tego Napoleon, a gdy wojsko maszerowało koło niego i krzyczeli żołnierze: „Papa, chleba!”, on się obraca z uśmiechem i odpowiada im po polsku:

- Nie masz chleba!

Wówczas oczarowani żołnierze krzyczeli:

- Vive l’empereur!”9.

Napoleon często spoufalał się ze swoimi żołnierzami i jak wspomina Antoni Białkowski:

„Byłem wtedy naocznym świadkiem, gdy cesarz przybył do obozującej gwardii i zbliżywszy się do ognia mówi:

- Zrobić miejsce!

Odpowiada któryś:

- A przynieś drzewa.

Później, niby spostrzegając że to cesarz, wyrazem „pardon” pierwszy zwrot łagodzi. Następnie cesarz wciska się między nich i albo stoi przy ognisku, albo też podadzą mu tornister, na którym siada, otoczony żołnierstwem, które paliło fajki, furażerki mając na głowie. Żołnierze rozmawiają ze sobą, jak gdyby wcale nie było cesarza. Tymczasem jenerałowie, starcy osiwiali, stoją opodal mając głowy odkryte i kapelusze w ręku trzymają”10.

Natomiast porucznik szwoleżerów gwardii cesarskiej Andrzej Niegolewski wspomina co też mu opowiadano, a co się działo na krótko przed szarżą pod Somosierrą:

„Powiadano mi, że wtenczas, kiedy cesarz przy ogniu siedział, jeden z naszych szwoleżerów przedzierał się wpośród orszaku cesarskiego do ognia, by sobie fajeczkę zapalić, od czego w bliskości stojący jenerałowie go wstrzymywali. Cesarz widząc to, miał powiedzieć: pozwólcie mu. Szwoleżer fajeczkę zapalił. Jeden z obecnych oficerów miał mu za to kazać cesarzowi podziękować, na co szwoleżer w przekonaniu, że nie na próżno nasi tak blisko gór Hiszpanami obsadzonemi stanęli, powiedział, co ja tu mu mam dziękować. Ja mu tam (wskazując na góry) podziękuję”11. Albo jak opowiada Kajetan Wojciechowski:

„Podczas przechodu wojska Napoleon stał przy przerwie mostu, w najmniejsze wchodząc szczegóły. Prowadzone rekwizyta pułkowe i żywność kazał wrzucać do wody furmanki do domów zwracał, kantyniarki, powozy, kobiety i powodowe oficerskie konie, byle przez nie frontowego żołnierza prowadzone kazał puszczać, a żołnierzy do frontu zaganiał. Słowem, wszystkich prawie łajał i armię uwolnił od bagażów, ciężarów i juków. Z koli prowadząc konia w ręku na czele moich ułanów nadszedłem, kiedy cesarz zobaczywszy, że żołnierz od piechoty z bronią w ręku prowadzi powodowego konia, zawołał: „Porzucaj tego konia i biegaj do kompanii”. Świeży rekrut zapytał: „Jak to cesarzu, ja mam puścić konia mojego kapitana?” – „Puszczaj” – odrzekł cesarz. – „A kto – mówił dalej – będzie nami dowodził, skoro kapitan ranami okryty w tyle zostanie?” Napoleon machnął ręką i żołnierza z koniem przepuścił.”12.

Cesarz interesował się sytuacją materialną żołnierzy. Wymagał od ich przełożonych, aby traktowali ich sprawiedliwie i z szacunkiem. Osobiście dokonywał przeglądów oddziałów wracających lub wymaszerowujących na front. W czasie tych przeglądów wysłuchiwał próśb i skarg żołnierzy. Praktycznie każdy prosty żołnierz mógł porozmawiać z cesarzem i jeżeli żołnierz się skarżył to Napoleon zazwyczaj trzymał jego stronę, a miał pretensje do jego dowódcy, tak jak to przedstawia w swoich wspomnieniach Antoni Białkowski:

„W czasie odbywanych przez cesarza lustracji często się zdarzało, że żołnierze mieli jakąś prośbę albo zażalenie. Była forma taka, że który żołnierz chciał coś oświadczyć – gdy cesarz front przechodził – winien był na znak tego broń sprezentować. Gdy się to zdarzyło, najczęściej cesarz położył rękę swoją na ramieniu tegoż, niby go wysłuchując i dopiero wtedy kazał sobie tłumaczyć prośbę jeżeli to był żołnierz z obcego narodu. Jeżeli to było zażalenie lub skarga cesarz z oburzeniem najwyższem przywoływał dowódców i czasem nie przyjmował żadnego tłumaczenia, polegając na żołnierzu, a często dodawał:

- Starajcie się do siebie żołnierzy przywiązywać, aby nie byli zmuszeni robić żadnych reklamacji”13.

Podobną sytuację z tym, że osobiście brał w niej udział opisuje Kajetan Wojciechowski w swoich wspomnieniach:

„W parę dni po przyjściu naszym wystąpił nasz pułk na rewię: liczył do 1200 ludzi. Uszykowali się kompaniami w jeden szereg, pieszo przy koniach. Przyszedł cesarz, a od oficera do żołnierza obejrzawszy każdego już był w środku kompanii piątej, która z pierwszą składała pierwszy szwadron, kiedy dobrze podpity z czterema szewronami żołnierz lichą francuszczyzną, podnosząc nogę, zawołał: „Patrz cesarzu! jakie ja mam buty, bez podeszew, a służąc lat 25, ani wiem, wiele nam masy, bo książeczki nie mam, a pułkownik z kwatermistrzem zjadają fundusze”. To dopiero cesarz obróciwszy się raptem, zawołał na pułkownika, któren się z braku książeczek wytłumaczył, iż pisać po francusku nie umiemy”14.

Cesarz doceniał odwagę żołnierzy i potrafił ją nagrodzić. Podczas przeglądów wojskowych, a także bezpośrednio na polu bitwy najmężniejszych z mężnych nagradzał krzyżem Legii Honorowej, awansem na wyższy stopień, czy też gratyfikacją pieniężną. Tak oto wspomina te sprawy Henryk Brandt oficer pułku 2 piechoty legii nadwiślańskiej:

„Napoleon nic nie mówiąc zbliżył się szybko do stojącej z tyłu kompanii, na której skrzydle stałem i przystanął przede mną. Poznawszy po szlifach, że nie jestem kapitanem, zagadnął:

- Gdzie jest kapitan kompanii?

Pułkownik objaśnił, że leży chory w Wersalu, co nie było prawdą. Poczem cesarz zapytał mnie:

- Ile odniosłeś ran? – na co odrzekłem:

- Dwie i jedną kontuzję. – Na to odpowiedział tylko z uwagą:

- No dobrze! Jesteś jeszcze młody, więc lepiej będzie jak zostaniesz kapitanem.

(…) Na lewym skrzydle zatrzymał się cesarz przed sierżantem Dębińskim, który miał polski krzyż i zapytał:

- Ile masz ran?

A gdy usłyszał w odpowiedzi „pięć”, dodał:

- Dać mu krzyż”15.

Również Antoni Białkowski wspomina, że:

 

„Cesarz widząc swoją artylerię zniszczoną, a nasz batalion lubo w takim ogniu i na wzgórku niczym nie zasłoniętym, nie ustępujący ani kroku, wysyła do nas swego jenerał-adiutanta Bronikowskiego. Gdy ten do nas przybył, widząc nas w tak straszliwym ogniu, zbliżył się do naszego dowódcy i oświadczył, że nim objawi polecenie cesarskie, obowiązkiem jego jest w imieniu cesarza uściskać wszystkich oficerów tego batalionu, czego dopełnia na osobie dowódcy. To mówiąc, uchwycił za szyję naszego podpułkownika Błeszyńskiego i dodał, że cesarz za nieustraszoność i wytrwałość naszą przysyła piętnaście krzyżów Legii Honorowej oraz daje temu batalionowi nazwę „Batalionu Walecznych”16.

Niestety zdarzało się dość często, że z różnych względów pomijano żołnierzy, którym się to absolutnie należało, w przyznaniu krzyża Legii Honorowej. Wtedy, kiedy tylko nadarzyła się okazja, na przykład na przeglądzie, żołnierze osobiście upominali się u cesarza o swój krzyż, wyliczając swoje zasługi co potwierdza w swoich wspomnieniach Kajetan Wojciechowski:

„Przeszedłszy przez most stanąłem na boku, chcąc się przypatrzeć przechodzącemu wojsku. Za lekką kawalerią szła bateria artylerii konnej włoskiej, którą dowodził kapitan znany z waleczności swojej, ale tak czarny, dzióbaty i obrośnięty, że wyglądał jak diabeł. Ten stanąwszy przed cesarzem, podczas gdy jego bateria maszerowała: „Najjaśniejszy panie – zawołał – daj mi krzyż, bom na niego zasłużył”. – A jaki?” – zapytał cesarz. – „Korony Włoskiej” – odpowiedział. – „Berthier – odezwał się Napoleon – zapisz go do krzyża”17.

Albo jak wspomina Henryk Brandt najważniejsi byli żołnierze, a dopiero później oficerowie:

„W 95. pułku cesarz zażądał, żeby mu przedstawiono tych, którzy się odznaczyli. Pułkownik, przygotowany już zapewne na to, wymienił mnóstwo nazwisk. Łatwo zrozumieć, że zaczął od oficerów. Ale zaledwie 6-8 wystąpiło z szeregów, cesarz zawołał niecierpliwie:

- Jak to pułkowniku! Więc pańscy żołnierze są tchórzami?

Potem poszedł szybkim krokiem do batalionów, wywołał z szeregu podoficerów oraz żołnierzy, i sam rozdał im ordery oraz awanse”18.

Napoleon często odznaczał bohaterskich żołnierzy bezpośrednio na polu bitwy czego doświadczył Andrzej Niegolewski ciężko ranny w słynnej szarży polskich szwoleżerów pod Somosierrą:

„W tem nadjechał marszałek Bessieres, któremu byłem od czasu obozu naszego pod St. Maria osobiście znany. Na zapytanie: kto tam leży, powiedzieli mu żołnierze: porucznik Niegolewski. Marszałek zsiadł z konia, przybliżył się do mnie i rzekł: „Młody człowieku, cesarz widział piękną szarżę szwoleżerów. Potrafi on docenić waszą odwagę” na co ja mu, wskazując na armaty przy których leżałem: „Panie, umieram. Oto działa, które zdobyłem. Powiedz o tym cesarzowi”. Wkrótce nadjechał cesarz i krzyżem legii honorowej mnie zaszczycił”19.

Jak lakonicznie stwierdza w swych wspomnieniach Aleksander Fredro:

„Oficer z pułku liniowego francuskiego, Polak, przyniósł zdobyty sztandar; dostał krzyż i czterdzieści napoleonów”20.

Tak oto wspomina dekorację krzyżem Legii Honorowej Maciej Rybiński oficer pułku 15 piechoty Księstwa Warszawskiego po bardzo krwawej dla Polaków bitwie o Smoleńsk:

„Po bitwie w parę dni Napoleon nakazuje stanąć pułkom. Nadjechawszy wprost ku pułkowi z wielką świtą, zatrzymał się i zsiadł z konia. Przywoływa mnie i mianuje Chevalier de l’empire (kawalerem cesarstwa), ozdabiając krzyżem Legii Honorowej. Książę Poniatowski rozkazuje mi, chociaż nie byłem najstarszym w służbie z sztabsoficerów pułku, ażebym prezentował oficerów i żołnierzy. Oficerowie wszyscy z pułku wystąpili przed front. Cesarz przyznaje i ozdabia trzynastu krzyżami Legii Honorowej”21.

Cześć i szacunek jakim darzyli swego wodza jego żołnierze, był czymś na kształt kultu.

To co widział w tym temacie opisał w swych wspomnieniach Kajetan Wojciechowski:

„Tymczasem po artylerii przechodziła piechota, a czarny kapitan ciągle stał przy cesarzu i na niego patrzył. „Czego chcesz jeszcze?” – zapytał cesarz. „Chcę się tobie przypatrzeć – odpowiedział – bo ciebie bardzo kocham.”. Napoleon poklepał go po ramieniu, po czym uradowany kapitan ruszył za swoją komendą”22.

Nawet gdy żołnierze byli pobici czy ranni, widząc cesarza krzyczeli Vive l’empereur, co potwierdza Henryk Brandt:

„W jednej chwili byłem już na koniu i przyłączyłem się do eskorty cesarza. Z początku jechał on raźno, ale wkrótce wpadliśmy na długą procesyę rannych – pieszych, konnych i na wozach. Wielu z nich witało cesarza zwyczajnem Vive l’Empereur, inni mijali go w milczeniu. Przy niektórych wozach cesarz zatrzymywał się i rozmawiał z rannymi(…) Bitwa ta w historii zwana jest pod nazwą bitwy pod Walutynem. Na przeciwległym brzegu było widać korpus Neya, który tu walczył tak mężnie. Rozłożony on był pomiędzy tysiącami poległych i umierających. Przez zły most dostaliśmy się do wojska, które powitało cesarza żywemi okrzykami Vive l’Empereur. Pamiętam jak ciężko ranni wydobywali resztę sił, żeby wydać ten okrzyk. Jakiś grenadier, opatrujący sobie zranioną nogę, zawołał kiedy cesarz go mijał:

- Ach cesarzu! Zostaliśmy zmiażdżeni przez Rosjan ponieważ pana tu nie było”(…)

„Widziałem nieraz, jak ranni, z których życie uchodziło, zbierali resztę sił, żeby gasnącym głosem wydać ostatni okrzyk na cześć imperatora. Jest to przywilej wielkich duchó, które podbijając słabsze natury biorą je pod swoje jarzmo, a zależność ta nigdzie nie objawia się silniej i jaskrawiej, jak w stosunku żołnierzy do wodza”23.

Żołnierze tak bardzo kochali swojego wodza, że gotowi byli za niego umrzeć, co potwierdza Antoni Kulesza podoficer 7 pułku lansjerów:

„Wyszedł cesarz i powitawszy nas uprzejmie, zwrócił się do Stokowskiego:

- Pułkowniku – rzekł – gdybym miał się w ręce nieprzyjaciela dostać proszę was i nakazuję, abym z waszych rąk raczej zginął.

- Najjaśniejszy Panie – odparł śmiało Stokowski – gdyby do tego nieszczęścia przyjść miało, już z nas natenczas żyw ani jeden nie będzie.Rzecz prawdziwie niepojęta, jak ten człowiek wszystkich urok wywierał. Z odpowiedzią pułkownika wszyscy zawołaliśmy jednym głosem. - Vive l’empereur!”24.

Napoleon wiedział jak podnieść żołnierzy na duchu po traumatycznych przeżyciach rzezi bitewnych, jak wzbudzić w nich na nowo ducha walki i na powrót przywiązać do siebie. Cesarz potrafił przemawiać do żołnierzy co często konsolidowało ich na nowo po strasznych przeżyciach tak jak to było po bitwie pod Walutyną Górą podczas kampanii rosyjskiej w 1812 roku:

„Widok pobojowiska był przerażający. Liczba poległych i rannych, Francuzów i Rosjan pomieszanych razem, była bardzo wielka, trafiały się miejsca, które trzeba było okrążać, tak dużo leżało tam trupów, a nigdzie żadnych trofeów – zdobytych armat, skrzynek z prochem. Przed sobą i naokoło tylko pole bitwy pokryte ściśle ciałami poległych.(…) Cesarz zrobił przegląd wojska na samym polu bitwy. 127. pułk, który tu po raz pierwszy zmierzył się z nieprzyjacielem, otrzymał orła. Pułk stał ustawiony w czworobok. Żołnierze byli czarni od prochu, usmoleni od przegryzania ładunków, ładownice wielu z nich były jeszcze krwią zbryzgane. Pułkownik i oficerowie ustawili się w półkole przy cesarzu. Jeden strzelec konny gwardii podał marszałkowi Berthier orła, którego ten, stojąc na lewo od cesarza, wziął w prawą rękę.

- Żołnierze! - przemówił cesarz. Oto wasz orzeł. Będzie on wam służył za punkt skupiania w chwili niebezpieczeństwa. Przysięgnijcie mi, że nie opuścicie go nigdy i nigdy nie zboczycie z drogi honoru, że będziecie bronili ojczyzny i nie pozwolicie nigdy na pohańbienie naszej Francji.

W odpowiedzi rozległ się głośny okrzyk – Przysięgamy!

Wtedy Napoleon wziął orła z rąk Berthiera i oddał go pułkownikowi”25.

Oratorskie talenty Napoleona zdecydowały również o tym, że reszki Wojska Polskiego po klęsce lipskiej, wahające się, czy już opuścić cesarza i wracać do kraju, czy też iść za nim do Francji, ostatecznie zostały przy nim aż do smutnego końca.

„Nazajutrz po wyjeździe z Erfurtu, Napoleon jadąc konno spotyka na boku traktu odpoczywające wojsko polskie, posłał adiutanta swego, aby się oficerowie wszyscy zebrali. Sam się więc w to miejsce udał i w następującym sposobie do Polaków przemówił:

„W Polakach zawsze pokładałem moje zaufanie. Czy myślicie, że już nie jestem tym, czym byłem dawniej? Jeżeli oddalam się od granic waszych, to zawsze jestem dosyć silny, że mogę jeszcze być zwycięzcą lub przynajmniej wyrobić wam to, że z bronią w ręku i z honorami powrócić będziecie mogli do ojczyzny swojej. Kiedy mnie teraz odstąpicie – uważani będziecie za niewolników i jako tacy traktowani będziecie. Czy myślicie, że król saski byłby waszym panem? Wcale ja inne przeznaczenie dla was stanowiłem, z którego by kontenci byliście”.

Wtem wszystko wojsko wykrzyknęło: „Niech żyje Napoleon!” i przyrzekło jednomyślnie, że los Napoleona dzielić będą”26.

Zamiarem mojej pracy było pokazanie jakim zaufaniem i jaką charyzmą, jakim wręcz uwielbieniem wśród swoich żołnierzy cieszył się cesarz Napoleon Bonaparte. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy byli jego entuzjastami oraz wojen, które przez cały czas prowadził.. Prawdą jest, że wielu poborowych unikało wcielenia do armii, czy to ukrywając się, czy też nawet okaleczając się, aby tylko nie pójść do wojska. W czasie kampanii wojennych wielu z nich dezerterowało, a żołnierze większości kontyngentów nie francuskich, bez entuzjazmu brali udział w walce. Prawdą jest także to, że Napoleon w imię swych politycznych, często egoistycznych interesów bez mrugnięcia okiem posyłał tysiące żołnierzy na śmierć, ale nie to jest tematem tej pracy. Prawdą jest również to, że cześć jaką mieli żołnierze dla swojego wielkiego wodza, często miała znamiona kultu. Żołnierze, z którymi rozmawiał cesarz uważni byli za wybranych. Odznaczenia i nagrody otrzymywane z jego ręki przed frontem oddziału. uważane były za bezcenne wyróżnienia.

Wstępując dziewięć lat temu do grupy rekonstrukcji historycznej pułku 12 piechoty Księstwa Warszawskiego w Gdańsku, chciałem zasmakować, poczuć i zobaczyć realia tej burzliwej, ale jakże ciekawej epoki, zwłaszcza pod kątem działań militarnych w największym możliwym stopniu. W ciągu tych dziewięciu lat „służby” przeżyłem wiele wspaniałych chwil, czy to na biwaku, na służbie, czy też w bitewnym ogniu, które choć na chwilę pozwoliły mi się przenieść do tamtych czasów. Szczególne ukontentowanie czuję, podczas inscenizacji, w których zaangażowana jest dużą ilość żołnierzy, gdzie sam widok takiej masy wojsk i ich manewrów po prostu zwala z nóg. Nie mówiąc już o huku wystrzałów karabinowych i armatnich, zapachu i smaku prochu, widoku dymu zaściełającego pole bitwy, odgłosów bębnów i komend wojskowych, czy chrzęstu broni. Ale jednego mi brakowało. Prawdziwego Napoleona, oczywiście osoby, która wcieliłaby się w jego rolę na tyle wiarygodnie, abym mógł choć przez chwilę uwierzyć, że to właśnie on cesarz Napoleon Bonaparte. No i wreszcie pojawił się. Pojawił się podczas rekonstrukcji bitwy pod Waterloo w 2005 roku. W postać cesarza wcielił się Amerykanin Max Schneider. Naprawdę świetny był w tym co robił. Kiedy po raz pierwszy go zobaczyłem pomyślałem sobie: kurcze blaszka, wypisz, wymaluj, prawdziwy cesarz, aż mi się ciepło zrobiło. Jak przejeżdżał konno wzdłuż frontu oddziałów to darłem się wniebogłosy, zresztą jak inni machają czapką i unosząc do góry karabin. Mój entuzjazm był tak wielki, że gdyby mi „Napoleon” rozkazał wkręcić się w ziemię, bez żadnego namysłu bym to zrobił. Tak po niemal 200 latach od tamtych wydarzeń duch tego wielkiego człowieka cały czas oddziaływuje na jego żołnierzy. Vive l’empereur!

 

Z poważaniem

Piotr Zawada (Klemens) z Gdańska

 

Bibliografia – Źródła i opracowania.

Białkowski A., Wspomnienia starego żołnierza, oprac. zespół, Gdynia 2003.

Brandt H., Moja służba w Legii Nadwiślańskiej, Gdynia 2002.

Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815. T.II, oprac. R. Bielecki, A. Tyszka, Kraków 1984.

Fredro A., Trzy po trzy, oprac. K. Czajkowska, Warszawa 1987.

Gawroński F. S., Pamiętnik R. 1830?31 i kronika pamiątkowa (1787-1831), Kraków 1916.

Kierkowski J. F., Pamiętniki, Warszawa 1903.

Niegolewski A., Somo-sierra, Poznań 1854.

Wojciechowski K., Pamiętniki moje w Hiszpanii, oprac. W. Łysiak, Warszawa 1978.

Wybranowski R., Pamiętniki jenerała Romana Wybranowskiego, Lwów 1882.

Zahorski A., Napoleon, Warszawa 1982.

1 F. S. Gawroński, Pamiętnik R. 1830/31 i kronika pamiętnikowa (1787 – 1831),wydał Jan Czubek, Kraków 1916, s.310.

2 R. Wybranowski, Pamiętniki Jenerała Romana Wybranowskiego, Gubrynowicz & Schmidt, Lwów 1882, s.32.

3 A. Fredro, Trzy po trzy, PIW Warszawa 1987, s.19.

4 A. Białkowski, Wspomnienia starego żołnierza, Armagedon Gdynia 2003, s.214.

5 A. Fredro, dz. cyt., s.21.

6 K. Wojciechowski, Pamiętniki moje w Hiszpanii, IWP, Warszawa 1978, s.82.

7 Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796 – 1815, WL Kraków 1984, t.II.s.187.

8 A. Zahorski, Napoleon, PIW Warszawa 1982, s.263.

9 J. F. Kierzkowski, Pamiętniki, Warszawa 1903, s.126.

10 A. Białkowski, dz. cyt., s.239.

11 A. Niegolewski, Somo-sierra, nakładem N. Kamieńskiego i spółki Poznań 1854, s.4.

12 K. Wojciechowski, dz. cyt., s.83.

13 A. Białkowski, dz. cyt., s.240.

14 K. Wojciechowski, dz. cyt., s.28.

15 H. Brandt, Moja służba w Legii Nadwiślańskiej, Armagedon Gdynia 2002, s.146.

16 A. Białkowski, dz. cyt., s.252.

17 K. Wojciechowski, dz. cyt., s.84.

18 H. Brandt, dz. cyt., s.194.

19 A. Niegolewski, dz. cyt., s.22.

20 A. Fredro, dz. cyt., s.21.

21 Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, dz. cyt., t.II. s.92.

22 K. Wojciechowski, dz. cyt. s.84.

23 H. Brandt, dz. cyt., s.193.

24 Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, dz. cyt., t.II.s.168.

25 H. Brandt, dz. cyt. s.193.

26 Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, dz. cyt., t.II.s.241.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl