Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Zamek Soahil, Fuengirola

Jadąc drogą A7 ze znanego turystycznego kurortu Marbella w kierunku Malagi, przejeżdżamy przez miasteczko Fuengirola. Po prawej stronie drogi mijamy niepozorny mauretański zamek, jeden z dziesiątków znajdujących się w Hiszpanii tego typu obiektów. Niewielu mijających go ludzi, Polaków, nawet rekonstruktorów - wie, że zamek ten był w 1810 roku świadkiem scen, które zasłużyły na miano "Somosierry piechoty".

W połowie października na wybrzeżu andaluzyjskiej prowincji, pod miejscowością Fuengirola wylądowały brytyjskie wojska. Ich celem było zdobycie mauretańskiego zamku Sohail, dywersja i odciążenie innych działających w rejonie wojsk (Kadyks). Jednak clou planu Colina Campbella i Charlesa Penorose'a (autorów pomysłu dokonania inwazji na andaluzyjskich plażach) było wywabienie z Malagi gen. Sebastianiego, a następnie zaatakowanie miasta od strony morza.

  • P1030728
  • P1030737
  • P1030742_stitch
  • P1030745
  • P1030746
  • P1030747

Od lutego 1810 w zamku strzegącym wybrzeża załogę stanowiło 400 polskich żołnierzy z 4. Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego pod dowództwem kpt. Franciszka Młokosiewicza. Był to jeden z wielu garnizonów zabezpieczających okolicę. Rejon był stosunkowo spokojny więc placówka ta była miejscem, gdzie żołnierze odbywali odpoczynek po wcześniejszych walkach.

Ekspedycją brytyjską dowodził lord Blanley. Dowodzony przez niego korpus ekspedycyjny miał zaskoczyć nielicznych i rozluźnionych obrońców, w których wartość bojową mocno powątpiewano. W skład sił brytyjskich wchodziło około 4000 żołnierzy (w tym 1000 hiszpańskich) do tego 1500 marynarzy na okrętach (1 okręt liniowy, 3 fregaty, 5 kanonierek i kilka innych mniejszych okrętów).

14 października 1810 Anglicy dotarli do zatoki La Cala Moral. O godzinie 9.00 rozpoczęli desant na plażę na południowy zachód od zamku, w odległości uniemożliwiającej ostrzał ze strony polskiej załogi (3 hiszpańskich kanonierów zbiegło z posterunku). Lord Blanley spodziewał się znaczącego wsparcia ze strony partyzantów, spotkał go jednak zawód, gdyż siły połączyło z nim zaledwie 12 chłopów i przemytników. Korpus ruszył powoli w stronę zamku. Około południa garstka hiszpańskich gerylasów zaatakowała dwóch polskich wartowników strzegących stadka bydła. Zabili jednego i ranili drugiego żołnierza, a bydło pognali w góry. Dowódca zamku dał Janowi Ubyszowi 40 ludzi i nakazał pościg za Hiszpanami. Szybko jednak wycofał rozkaz gdy zorientował się co grozi załodze ze strony nadciągających Brytyczyków, którzy około godziny 13-14.00 dotarli pod zamek.

  • P1030751
  • P1030761
  • P1030771
  • P1030772
  • P1030778
  • P1030779_stitch

Anglicy wysłali parlamentariusza z ofertą poddania zamku, licząc na wrażenie jakie wywarli swoją liczbą. Młokosiewicz jednak odrzucił propozycję Blanleya.
Oznaczało to rozpoczęcie próby wzięcia zamku siłą. Brytyjska piechota ruszyła w tyralierze (siłą batalionu) w kierunku murów, a znajdujące się na wodzie kanonierki rozpoczęły ostrzał. Polacy dysponowali jedynie czterema starymi hiszpańskimi armatami: dwoma 16-funtówkami oraz dwoma 2-funtówkami. Brakowi osób do ich obsługi zaradzono powierzając je w ręce dwóch żołnierzy służących kiedyś w rosyjskiej artylerii i młodemu sierżantowi Zakrzewskiemu. Ta kombinowana bateria szybko odniosła sukces zatapiając jedną brytyjską kanonierkę. Brytyjczycy wykonali kolejne pozorowane ataki na zamek. Wzajemny ostrzał trwał do późnych godzin nocnych, a przerwał go dopiero deszcz.

W środku nocy do Soahil dotarł por. Eustachy Chełmicki z podkomendnymi 60 żołnierzami. Stacjonował on w Mijas, na pozycji, z której miał doskonały widok na rozwój wypadków. Przybył on ryzykując, gdyż nie otrzymał zezwolenia na akcję od swojego zwierzchnika kpt. Ignacego Bronisza, gdyż żaden z wysłanych dwóch posłańców nie wrócił z odpowiedzią. Przemarsz por. Chełmickiego odbył się "pod nosem" armii brytyjskiej, co wystawia jej nie najlepsze świadectwo w kwestii porządku z jakim powinna przygotowywać oblężenie. Można to jednak tłumaczyć chaosem wywołanym ulewnym deszczem, wyładowywaniem na brzeg armat oraz faktem iż w korpusie brytyjskim znajdowali się Polacy (wzięci do niewoli, którym darowano wolność w zamian za przywdzianie "czerwonej kurtki").

Brytyjczycy wiedzieli o tym, że w Mijas znajduje się załoga. W celu zajęcia placówki wysłali tam 600 ludzi pod komendą kpt. Mullinsa. Gdy Brytyjczycy dotarli do Mijas nie było tam już Chełmickiego, za to natknęli się Ignacego Bronisza, który z 200 piechurami i 80 dragonami francuskimi. Bronisz o opuszczeniu placówki przez Chełmickiego dowiedział sie docierając do niej. Tam zaś został zmuszony do podjęcia walki z Anglikami. Po zażartej walce, Polacy odparli "Synów Albionu" atakiem na bagnety.

15 października przywitał obleganych ciężkim ostrzałem z dział 12-funtowych, 32-funtowej karonady i haubicy. W jego rezultacie runęła jedna z zamkowych wież. W posiadające kontrolę nad sytuacją szeregi atakujących wkrada się zamieszanie: dochodzą pogłoski o ruchach armii francuskiej w okolicy Malagi, następuje desant kolejnych posiłków z liniowca HMS Rodney. Blanley zamiast zwinąć oblężenie na okręty i ruszyć w kierunku Malagi (główny cel misji), którą zaczęli opuszczać Francuzi, decyduje się pozostać na podzamczu i w najgorszym przypadku przyjąć tam bitwę obronną. W momencie gdy następuje przerwa w ostrzale (czas odbierania prowiantu) i gdy na horyzoncie zauważono oddział dragonów Bronisza, z zamku Soahil, Młokosiewicz wysyła Chełmickiego z wycieczką w sile 90 żołnierzy. Ma zaatakować i zneutralizować baterie angielskie. Dodatkowo sam Młokosiewicz wychodzi w pole na czele 40 ludzi, by tę wycieczkę osłaniać.

  • P1030784_stitch
  • P1030792
  • P1030798
  • P1030799
  • P1030802
  • P1030814_stitch

Wycieczka zdobywa armaty i postępuje naprzód. Chełmicki wpada w ręce angielskie, lecz na szczęście dla Polaków - szybko zostaje odbity. Blanley usiłuje odeprzeć atak. Dobrze dobrany moment wyprowadzenia ucieczki sprawia, że Anglicy nie są w stanie wystawić wszystkich swoich sił. Tylko część może być użyta do prowadzenia walki, a duża liczba żołnierzy tylko pogłębia chaos zamiast działać na korzyść oblegających. Mimo to Brytyjczycy zaczynają odrzucać Polaków. Zdobywają na powrót baterię, lecz nie postępują w stronę zamku.

Bronisz, który przegonił z Mijas oddział Angielski, podobnie jak wcześniej Chełmicki, nie wiedział co ma robić. Brak kontaktu ze zwierzchnikiem i świadomość potrzeby poprowadzenia odsieczy postawiły go w sytuacji, w której musiał podjąć ryzyko. Zdecydował się pomóc oblężonym. Wysłał swoich dragonów (których pojawienie się ośmieliło wycieczkę z zamku), oraz ruszył z 200 ludźmi piechoty. Na polu bitwy pojawił się zaraz po odparciu wycieczki Młokosiewicza i Chełmickiego.

Połączone siły Polaków dokonują kolejnego ataku. Młokosiewicz całymi siłami uderza na prawe skrzydło angielskie, Bronisz na lewe zagarniając baterię armat, z których użytek zaczyna robić ppor. Lalewicz. Brytyjczycy zostają rozbici. Zagarnięto wielu jeńców, a lord Blanley dostał się do niewoli.
Jeńcy zostają zabrani przez kpt. Bronisza do Mijas. Kaptian wysyła też raport do generała Sebastianiego, którego siły są już w drodze do Fuengiroli (dotarły tam 16 października). Raport zostaje przyjęty z niedowierzaniem.

Bitwa pod zamkiem Soahil nie odbiła się szerokim echem. W Biuletynie Wielkiej Armii unikano rozsławiania zasług wojsk sojuszniczych. Wydarzenia z Fuengiroli nie przyćmiły wyczynu Szwoleżerów Gwardii z roku 1808. Niemniej 18 grudnia 1810 dowódców obrony zamku: Młokosiewicza, Chełmickiego i Bronisza odznaczono w imię zasług krzyżami Legii Honorowej.

Wzięcie oficera do niewoli skutkowało zwyczajowym oddaniem szabli przez pokonanego. Szabla lorda Blanleya do dziś jest w polskich rękach i znajduje się na wystawie w Muzeum Czartoryskich w Krakowie.

Straty brytyjskie: 40 zabitych, 70 rannych, 200 jeńców oraz straty w sprzęcie.
Straty polskie: 20 zabitych, 100 rannych.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl