Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Bitwa pod Ostrówkiem/Górą Kalwarią, 3 maja 1809

Przywilejem Historii jest prawo do nadawania niepozornym miejscom wielkich znaczeń. Okolica, która zieleni się lasem, łąką, szuwarami, która czasem śpiewa szmerem wody lub świstem wiatru, której jedynymi mieszkańcami bywają zające, żaby i wszystko widzące ptaki, staje się nagle osią wielkiej polityki i dziejów. Tak było m.in. z Marengo, podobnie z Waterloo. Fortuna nie poskąpiła takich miejsc i polskim ziemiom.

Jadąc drogą krajową numer 50 od strony Mińska Mazowieckiego do Góry Kalwarii, przejeżdżamy przez rozpięty miedzy brzegami Wisły most. Jego okolica była teatrem działań wojennych i jak twierdzi Grzegorz Ćwik ("Mówią Wieki" nr 5/13) były one punktem zwrotnym całej polsko-austriackiej wojny 1809 roku. Cóż tak znacznego mogło się tam wydarzyć?

Most na drodze krajowej nr 50

19 kwietnia wojska Księstwa stoczyły z cesarską armią Austrii bitwę pod Raszynem. Starcie, jak wiemy, choć nie miało zwycięzcy, było dla Polaków tryumfem moralnym. "Świeże" i nieostrzelane wojsko stawiło czoła zaprawionym weteranom i nie ustąpiło pola. Pozostawanie pod Warszawą było jednak dla wojska polskiego śmiertelnie niebezpieczne. Sytuacja strategiczna nakazywała księciu Poniatowskiemu odejść na prawy brzeg Wisły, co uczynił kierując się na Serock i Modlin. Oddał tym samym w dramatycznym geście, stolicę kraju - Warszawę.

Gdy Polacy porządkowali swoje szeregi, Austriacy układali plan dalszych działań i rozbicia przeciwnika. By tego dokonać, musieli również znaleźć się po drugiej stronie Wisły. Nie powiodło się to w samej Warszawie. Tamtejszy przyczółek mostowy na Pradze był przedmiotem szachowej rozgrywki między Austriakami i Polakami. Jako, że podpisano konwencję zabraniającej wojskom austriackim ostrzeliwania przyczółka za pomocą artylerii, postanowiono zdobyć go konwencjonalnie. Oddział wojsk cesarskich, pod dowództwem gen Mohra, przedostał się łodziami przez Wisłę z zamiarem opanowania Pragi. Plan jednak się nie powiódł dzięki kontratakowi wojsk polskich, które w bitwach pod Radzyminem i Grochowem pokonały agresorów. Poniatowski zaniechał pościgu za rozbitym Mohrem (mocno zawodziło rozpoznanie). Ten więc mógł bez przeszkód ochłonąć i uporządkować szeregi w Karczewie, miejscowości gdzie się przeprawiał i gdzie znajdowały się łodzie, którymi mógłby rejterować na lewy brzeg Wisły.

Wojska księcia Ferdynanda, naczelnego wodza Austriaków, rozpoczęły budować most łyżwowy. Miejscem planowanej przeprawy była miejscowość Góra (dziś Góra Kalwaria) - lewy brzeg Wisły, wieś Ostrówek - prawy brzeg. Celem zabezpieczenia konstrukcji i prac zaczęto wznosić w Ostrówku szaniec przedmostowy. Austriacy nadali budowie wysoki priorytet, intensyfikowali prace. Zatrudnieni do dostarczania drewna Polacy sabotowali postęp prac poprzez opóźnianie dostaw. Wszystkie informacje o rodzaju i ilości dostarczanych materiałów przekazywali księciu Poniatowskiemu.
Książę Józef wraz z napływającymi kolejnymi meldunkami, zdecydował się podjąć kroki przeciw budowie i wynikającemu z niej zagrożeniu.

Kościół w Ostrówku

Oddajmy głos świadkowi wydarzeń - Romanowi Sołytkowi:

Generał Sokolnicki, wysłany do Dziekanowa - wioski położonej wprost szańca przedmostowego Góry - stanął na miejscu o godz. 7 i pół wieczorem. 1-go maja wieczorem generał Rożniecki zajął Osieck z 5-ym pułkiem jazdy i czterema armatami; 2-gi pułk kawalerii, wchodzący w skład jego brygady, zajął wówczas Wiązownę. Rano tegoż dnia 5-ty pułk przybył na rekonesans mostu w Ostrówku; przy tej sposobności jeden z oddziałów wziął w posiadanie tabor łodzi płynących z biegiem Wisły. Pułkownik Turno, dowódca tego oddziału, starannie rozpoznał budowę mostu i stan obronny szańca; owóż przekonał się, że brakowało jeszcze kilku łodzi do ukończenia mostu ze strony prawego brzegu i że szańca, któremu nie dostawało palisady - bronił jeden tylko pułk austriacki i trzy armaty. Z wywiadu tego zdał Turno szczegółowy raport, który doszedł rąk Sokolnickiego podczas pochodu na Dziekanów, generał przedstawił go natychmiast ks. Poniatowskiemu, oświadczając, że zdecydowany jest zdobyć szturmem szaniec austriacki. Lecz książę, zwiedziony fałszywą wiadomością odebraną z Warszawy, odpowiedział Sokolnickiemu, że 12.000 wojsk nieprzyjacielskich znajduje się już na prawym brzegu Wisły, że nie należy zatem działać nierozważnie; obawiając się jednak możliwej niezgody między Sokolnickim, a Rożnieckim, wysłał do Dziekanowa generała Pelletier i upoważnił go do działania stosownie do okoliczności. Wzmocnił przytem siły Sokolnickiego 6-ym pułkiem piechoty i dwoma granatnikami artylerii konnej, które wyekspediował z Okuniewa, gdzie ustanowiono główną kwaterę wieczorem 2-go maja. Lecz oba działa dopiero 3-go maja o świcie stanęły na miejscu przeznaczenia.

Generał Sokolnicki miał zatem w Dziekanowie dwa pułk piechoty: 6-ty (złożony z 3 batalionów) i 12-ty, 5-ty pułk jazdy i sześć armat. Przekonał się zaraz po przybyciu o dokładności raportu pułkownika Turno, lecz o tem przekonał się także, że Austriacy usilnie pracują nad ukończeniem mostu. Widok ten wzmógł jeszcze bardziej chęć natychmiastowego działania. generał Pelletier, który połączył się wieczorem z Sokolnickim, podzielił w tym względzie jego zdanie, a podczas kiedy wojska szykowały się do ataku wezwano komendanta o poddanie szańca. Pelletier zredagował list, oświadczający, że "generał Sokolnicki otrzymał rozkaz zajęcia wszystkich stanowisk na prawym brzegu Wisły, że zatem załoga austryacka opuścić ma w ciągu godziny szaniec przedmostowy, w przeciwnym razie dowódca szańca odpowiedzialnym będzie za skutki swojej odmowy".

Kapitan Siemiątkowski, z 5-go pułku jazdy, pojechał niezwłocznie z tym listem, a zarazem miał się przekonać osobiście o stanie szańców i mostu. Dowódca szańca - Czerwinka, szef pułku Baillet-Latoura, długo zatrzymywał parlamentarza; była już godzina jedenasta, a poseł nie powracał; Sokolnicki chciał już słać drugiego, kiedy przybył nareszcie Siemiątkowski z odmowną odpowiedzią pułkownika austriackiego, który odpisał, że "potrafi dobrze bronić powierzonego mu posterunku". Siemiątkowski zapewnił stanowczo, że most nie jest ukończony; wprawdzie pod ścisłym nadzorem Austriaków nie mógł naocznie się o tem przekonać, lecz słyszał, jak Czerwinka przewieźć kazał czółnem na drugą stronę Wisły oficera, którego wysyłał do Góry po rozkazy do generała Schaurotha. Siemiątkowski użył był języka francuskiego, udając, że wcale nie rozumie po niemiecku; Austriacy nie strzegli się przeto i w jego obecności wydawali rozkaz wyjaśniający tę tak bardzo ważną okoliczność.

Generałowie Sokolnicki i Pelletier uszykowali swoje stanowiska i dosiadłszy koni, ruszyli na czele.
Sokolnicki wydał następujące rozporządzenie: 6-ty pułk, który opanować miał szaniec przedmostowy, podzielono na trzy jednobatalionowe kolumny: pierwsza, pod dowództwem szefa batalionu Bogusławskiego, posuwała się w górę brzegiem Wisły; drugą podpułkownik Suchodolski w przeciwnym prowadził kierunku, idąc z biegiem rzeki; trzecia, z szefem batalionu Blumerem na czele, wzięła za sobą wszystkich doboszów pułku. Blumer rozpuścić miał swój oddział w tyraliery i uderzywszy w bębny, wielkiemi okrzykami zwrócić na siebie uwagę nieprzyjaciela; następnie, skoro tylko dwie boczne kolumny rzucą się do ataku, zgromadzić miał szybko swoich żołnierzy i wdzierać się od frontu na okopy, 12-ty pułk piechoty i artyleria stały w rezerwie, a 5-ty pułk konnych strzelców, podzielony na oddziały, otaczał wielkim półkolem szaniec przedmostowy.

Była godzina pierwsza po północy. Ciszę nocną przerywał tylko odgłos cieśli, pracujących nad ukończeniem mostu. Niedostrzeżone przez nieprzyjaciela kolumny zbliżyły się do szańca na wystrzał karabinowy. Po pierwszych strzałach załogi, kolumny Suchodolskiego i Bogusławskiego rzuciły się z bagnetem w ręku na szaniec i przeszły przykopy, zanim jeszcze nieprzyjaciel zdołał stawić im opór. Kolumna Blumera, prowadzona przez Sierawskiego, dowódcę pułku, ściągnęła na siebie w myśl otrzymanego rozkazu ogień piechoty i artylerii austriackiej, a następnie przedarła się na wały szańca. Batalion Bogusławskiego pierwszy wdarł się do środka, a za nim poszła reszta oddziałów; kompania 12-go pułku wzięła również udział w bitwie. Załoga austriacka, nie mając nigdzie wolnej drogi do odwrotu, uszykowała się naokoło baraków obozowych i nader energiczny stawiła opór. Składała się z Belgijczyków oraz emigrantów francuskich, którzy służyli od dawna w wojsku austriackim. Przez pół godziny walczono na bagnety, lecz w końcu pułk Latour-Bailleta musiał ulec i złożyć broń. Wzięto do niewoli 38 oficerów, wśród nich dowódcę pułku, oraz 1800 podoficerów i żołnierzy; zabrano również trzy armaty. Oddział austriacki, który próbował ucieczki, otoczony został przez pluton 5-go pułku strzelców; chorąży pułku rzucił się ze sztandarem w nurty Wisły, lecz podoficer strzelców skoczył za nim i sztandar mu odebrał. Drugi oddział odpłynąć chciał na galarze przywiązanym do brzegu, w pobliżu szańca, lecz nie mogąc wytrzymać ognia piechoty polskiej - musiał zawrócić do brzegu i poddać się. O świcie bitwa była skończona, jeńcy zabrani i wysłani pod eskortą do Karczewa. Mnóstwo ranionych leżało na placu bitwy. Jak tylko rozwidniło się należycie, Austriacy rozpoczęli ogień z 14 dział. Pozycja Góry górowała znacznie nad szańcem przedmostowym; kule i kartacze gradem sypały się na okopy. Piechota polska w fossach znalazła schronienie, tak, że kilku tylko ludzi zostało ugodzonych; lecz całodzienna ta strzelanina nie dozwoliła wynosić i ratować przeważnej części ranionych. Wojskowi lekarze polscy okazali w tem zdarzeniu wielką odwagę i pod ogniem nieprzyjacielskim opatrywali ranionych. Austriacy utracili w tej rozprawie 500 ludzi w zabitych i ranionych; straty polskie oceniono na 300 ludzi. Ranionym był szef batalionu, Suchodolski. Były to znaczne straty. Dwa pierwsze bataliony 6-go pułku uzupełniono żołnierzami 3-go pułku, który wysłano do Serocka dla całkowitej reorganizacji.

3-go maja rano książę Poniatowski przybył do Dziekanowa, zlustrował wojska i oddał im zasłużone pochwały. Napotkawszy po drodze jeńców austriackich, prowadzonych do głównej kwatery pod eskortą oddziału z 6-go pułku: - rozmawiał z oficerami i wsparł ich znaczną sumą pieniędzy, prosząc o przyjęcie daru w imię dawnego koleżeństwa broni. Jeńców tych wysłano następnie do Pragi.

Do ukończenia mostu na Wiśle brakowało kilku tylko łodzi z lewego brzegu, lękano się zatem, że w dniu 3 maja Austriacy przemocą zechcą przeprawić się przez rzekę pod osłona licznej swojej artylerii. Generał Sokolnicki rozkałaz kapitanowi Sołtykowi, który przyprowadził był dwa granatniki, wtoczyć je, korzystając z ciemności, na jeden ze świeżo zdobytych bastionów i spalić most. Kapitan gotował sie do wykonania rozkazu, lecz tymczasem nieprzyjaciel sam rozebrał i ściągnął most w nocy z 3-go na 4-ty maja.
Na skutek świetnego tego zwycięstwa, książę wydał do wojska następującą odezwę:

"Żołnierze!
Dzień 3-ci maja, wsławiony drogą dla serc Polaków pamiątką, nie przestał być dla nas szczęśliwym. Dwa lata ledwo minęły, jak poświęcenie orłów naszych oznaczyło, że polskiem jesteśmy wojskiem, a już zwycięstwa dowodzą, żeście godnymi tego zaszczytu. Dziś o godzinie 2-ej z rana szaniec przedmostowy pod Górą przez przednią straż pod dowództwem generała Sokolnickiego, po uczynionem a nieprzyjętym wezwaniu poddania się, bez wystrzału nadstawionemi bagnetami zdobyty został. 1800 ludzi, 38 oficerów, między którymi pułkownik, wzięci są w niewolę; trzy armaty dostały się w ręce nasze, Dowodzący generał Schauoroth ledwie nam na krypie umknął. Generał Sokolnicki, na czele kolumn prowadzący atak, okrył się chwałą. Pułkownicy: Sierawski, Malczewski i Blumer, wszyscy oficerowie w tej sprawie użyci, nieustraszonymi się okazali. Panami jesteśmy całego brzegu Wisły. Żołnierze! Nie zwykłem wam pochlebiać, lecz dziś śmiało myśleć możecie, że z największemi zrównaliście się wojskami, zasłużyliście na wdzięczność ojczyzny, a najchlubniejszą przyłączy do niej zadowolenie wielkiego cesarza Francuzów".

Tyle wspomnień. Czy jednak są one rzetelne? Bronisław Pawłowski, autor znanej i cenionej monografii kampanii 1809 opisuje sytuację podobnie, aczkolwiek nieco inaczej:

Sokolnicki podzielił wojska na sześć kolumn: 4 do bezpośredniego szturmu, 2 jako odwód. Główne uderzenie było skierowane na południową ścianę szańca (zwiad donosił, iż ta strona jest nieukończona). Ruch polskich wojsk z kierunku północnego miał by zwodem-demonstracją.
Pierwsza kolumna złożona była z dwóch kompanii woltyżerów 8. pułku piechoty (z odwodem szwadronu kawalerii). Miała atakować lewą ścianę umocnienia. Swoją demonstrację miała zacząć wymarszem o północy ze wsi Glinki.

Współczesny widok z wału przeciwpowodziowego w kierunku wsi Glinki

Druga kolumna (dwie kompanie woltyżerów z 12. pułku piechoty) miała atakować od południa, wzdłuż Wisły, ruszając ze wsi Kosumce.
Trzecia kolumna (dwie kompanie woltyżerów z 6. p.p.; płk. Mojaczewski) miała atakować równolegle z kolumną drugą.

Współczesny widok z wału przeciwpowodziowego w kierunku wsi Kosumce

Czwarta kolumna (pięć kompanii grenadierskich 6., 8., 12. p.p.; ppłk Blumer) jako główna siła uderzeniowa miała uderzyć w prawy dolny (południowo-wschodni) róg szańca ruszając przez Ostrówek.
Piąta kolumna (rezerwa; cztery kompanie fizylierów 6. p.p.; ppłk Suchodolski), miała wspierać kolumny 3. i 4., ulokowana została za Ostrówkiem.
Szósta kolumna (rezerwa;cztery kompanie fizylierów 6. p.p.; ppłk Sierawski), miała wspierać kolumny 1. i 2., ulokowana za Kosumcami.

Współczesny widok z wału przeciwpowodziowego w kierunku obecnego przedmościa patrząc od południa

Sokolnicki wysłał dowódcy obrony przedmościa ultimatum. Dowódcą tym był ppłk Strauch. Zwłoka w udzieleniu odpowiedzi wynikała z faktu nawiązania kontaktu z lewym brzegiem Wisły. Gen Schauroth zabronił poddawania pozycji i jako wzmocnienie przysłał dwie kompanie pułku Bailleta z płk Czerwinką. Całkowita załoga oszańcowania nieznacznie przekraczała liczbę 1600 bagnetów.
Atak miał być przeprowadzony jednocześnie przez wszystkie kolumny. Niestety warunki terenowe mocno opóźniły przybycie kolumny 1. O godzinie 01:30 uderzyła jako pierwsza kolumna 3., za nią 2. i 4. Kolumna Blumera opóźniła swoje przybycie poprzez drobne starcie z Austryjakami wysłanymi celem rozpoznania i spalenia Ostrówka (płonące zabudowania oświetliły by przedpole). Zapłonęła tylko jedna chałupa, po czym Polacy odepchnęli nieprzyjaciela.

Pierwszy szturm na południową ścianę szańca nie powiódł się. Drugi (przypuszczony po godzinie) również, aczkolwiek odniesiono sukces w postaci zagwożdżenia działa. Trzeci szturm rozpoczął się pół godziny później (3 nad ranem), tym razem z udziałem kolumny 5. Walka wręcz przechyliła szalę zwycięstwa na polską stronę. Około 4.30 starcie było przesądzone. Część załogi z płk Czerwinką próbowała przebić się na północ by tam szukać przeprawy przez rzekę. Na ich nieszczęście w tym czasie dotarła pierwsza kolumna, która przechwyciła uczestników tej ucieczki. Przedmoście zostało zdobyte.
Cały następny dzień przebiegł na wymianie ognia armatniego. Polacy prowadzili nie tylko ogień kontrbateryjny, ale również celowali w most. Austriacy stwierdziwszy, że nie ma szans na dokończenie go pod obstrzałem i oceniwszy jego aktualne uszkodzenia, postanowili go zniszczyć samodzielnie.

Bilans walk przedstawiał się następująco: ponad 1000 osób wziętych do niewoli (34 oficerów), ponad 500 zabitych i zaginionych, 3 działa, duża ilość sprzętu wojennego (broń, narzędzia saperskie, itp). Walczące siły były mniej więcej równe. Polacy nie atakowali w przewadze, co w świetle załamania się planu równoczesnego ataku wszystkich kolumn wystawia szczególnie dobre świadectwo młodym i mało jeszcze ostrzelanym siłom wojsk Księstwa.
Zwycięstwo pod Ostrówkiem całkowicie otworzyło Poniatowskiemu drogę ku Galicji, w którym to kierunku potoczyły się dalsze koleje kampanii 1809 roku.

 

Jak wyglądał zdobywany szaniec? Za Bronisławem Pawłowskim:

"Przyczółek mostowy był to okop ziemny o narysie bastionowym, mający trzy fronty z półksiężycem na przodzie. Czołem skierowany był ku wschodowi, szyją opierał się o Wisłę. Był obliczony na pomieszczenie 1000 ludzi, 7 dział i 3 haubic. Położony był na szerokiej równinie. Przed nim leżała wioska Ostrówek, (...). Najbliższa okolica była bagnista, porosła dość gęsto wierzbami i krzakami, skutkiem czego dostęp do okopów był mocno utrudniony. W dniu 2 maja roboty na przyczółku jeszcze nie były całkowicie ukończone, brak było jeszcze ław strzeleckich i fosa miała ledwo 3 stopy głębokości. W ogóle cała prawa strona okopów miała jeszcze dużo braków..."

Współcześnie teren był by nie do rozpoznania dla weterana tamtych wydarzeń. Zniknął szaniec, pojawił się wał przeciwpowodziowy. Moczary i bagniska zostały wysuszone. Ilość przybrzeżnych zarośli nie jest większa niż gdziekolwiek indziej. Rozległe i liczne sady, uporządkowane regularnie zasadzonymi liniami drzewek, odcinają się od chaosu dzikiej przyrody linią wału. Zamiast mostu łyżwowego stoi wielki stalowy most na betonowych filarach, od którego dobiega do uszu ciągły szum pojazdów świadczący o dużym ruchu.
Zjeżdżając z drogi krajowej nr 50 na drogę wojewódzką 680 trafimy do wsi Ostrówek. Centralnym jej punktem jest kościół przy którym odnajdziemy kamień z tablicą pamiątkową i wykonaną z metalu rogatywką. Obelisk ten postawiono 10 maja 2009 roku w ramach obchodów 200. rocznicy wydarzeń. Współorganizatorami tych obchodów i ufundowania kamienia byli nasi przyjaciele z 3. pułku (http://www.pulk3piechoty.pl/ostrowek-zapomniana-batalia-kampanii-1809-roku/).

Pomnik przy kościele

Tablica umocowana na pomniku

Metalowa rekonstrukcja rogatywki

Kilkadziesiąt metrów w dół drogi, za kościołem, znajdziemy kolejny obelisk. Dojścia do niego strzegą dwa wysokie drzewa, a za nim stoi stalowy krzyż. Tablica na kamieniu informuje, iż w tym miejscu znajduje się zbiorowa mogiła z ofiarami obu stron konfliktu, które poległy tamtych majowych dni w trudnej, ale chwalebnej na Polski kampanii roku 1809.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl