Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Waterloo, reż Siergiej Bondarczuk

"Waterloo" to dzieło Serigieja Bondarczuka, które powstało w roku 1970. Jest to spektakularny film, pełen epickiego rozmachu, podejmujący temat wojenny - ostatniej bitwy Cesarza - na rzadką w kinematografii skalę.

 

http://www.filmweb.pl/film/Waterloo-1970-37294

(plakat filmowy z http://www.impawards.com/1970/waterloo.html)

Ekranizacja jest inna niż współczesne produkcje. Jej narracja, jak wielu "klasyków", wymaga początkowego dostosowania się widza do ówczesnego sposobu gry aktorskiej i prowadzenia kamery. Niezrażony widz, na pewno doceni początkowy wysiłek, bo film jest nietuzinkowy. Kreacja Napoleona w wykonaniu Roda Steigera to majstersztyk. Aktor gra każdym najmniejszym mięśniem swego ciała. Wszystkie emocje szarpiące Cesarzem widoczne są jak na dłoni, ich siła z mocą świdra wdziera się w dusze oglądających i pozwalają zapomnieć o tym, że siedzimy w ciepłym fotelu, a zdają się wmawiać, że przenieśliśmy się o 200 lat na tereny Francji i Belgii. Rola Steigera to nie jedyna perła w tym dziele. Artur Wellesley, czyli Książę Wellington, grany przez Christophera Plummera to postać niemniej silna. Cała fabuła filmu, dwa wrogie światy jakie reżyser sobie przeciwstawia, są niezwykle mocno spolaryzowane przez dwie siły uosobione przez Bonapartego i Wellesleya. Lecz nie tylko gra gwiazd urzeka w filmie. Są to też widowiskowe sceny batalistyczne. Nie bez dreszczy biegnących po plecach obejrzymy sceny potyczek kawaleryjskich. Szarża słynnej Scot's Grey i kontrszarża polskich szwoleżerów Gwardii to sceny, które opętują magiczną aurą kiną.
Film kosztował 25 milionów dolarów, które czterdzieści lat temu były sumą ogromną. Kwota nie poszła na marne, rozmach produkcji urzeka. Po obejrzeniu jej, miałem ochotę od razu chwycić karabin i mundur, i ruszyć ćwiczyć obroty słysząc w wyobraźni marsze francuskiej piechoty...
Warto mieć w swej filmotece.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl