Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Oficer Największych Nadziei - Marian Brandys

Marian Brandys to zdecydowanie jeden z tych pisarzy - reportażystów, po którego książki zacząłem sięgać w ciemno. Tym razem z kunsztem pisarskim pana Brandysa miałem przyjemność spotkać się w "Oficerze Największych Nadziei".

Ten enigmatyczny tytuł dotyczy romantycznej postaci Józefa Sułkowskiego. Klan Sułkowskich odznaczył się w Epoce kilka razy, i to za sprawą niejednego swego przedstawiciela. Osoba Józefa jest jednak z tej grupy najmniej zgłębioną i najbardziej fascynującą. Dlaczego? Był on bowiem człowiekiem o, jeśli wierzyć przekazom, niepospolitych umiejętnościach. Dziś mówimy o takich ludziach - cudowne dziecko, geniusz.

Józef Sułkowskim miał niejasne pochodzenie, swoimi niepospolitymi talentami zauroczył swych możniejszych krewniaków, którzy wzięli go pod opiekę i odkryli go dla Świata. Dynamiczny rozwój młodego charakteru, nieszablonowe myślenie i umiejętności, jednoczesne uwikłanie w trudne relacje społeczne skonfliktowane z przekonaniami; skok w głęboką wodę życia i związane z tym otrzeźwienie. Już w tym zdaniu widać zapowiedź życiorysu zapowiadającego świetny materiał na film. Jednak jak u sławnego Hitchcocka - to dopiero początek.

Książka nie jest długa. Krótka droga życiowa jej bohatera, niepoparta bogatym zachowanym (czy znanym) materiałem źródłowym nie mogła implikować dzieła o dużej zawartości informacji. Rodzi to frustrację u czytelnika (czasem dlatego, iż treść jest jakby wypełniana - z braku najważniejszych - tematami pobocznymi). Wielkie nadzieje, których nabywa osoba poznająca biografię Sułkowskiego są szybko dekonstruowane zbliżającym się, nieuniknionym egipskim dramatem.

Brandys wyśmienicie prowadzi swoich odbiorców po zbiorze zachowanych informacji o Sułkowskim. Nie stara się odkrywać absolutnej Prawdy. Przy braku możliwości odpowiedzi na trudne pytania, kreuje możliwe scenariusze, wartościuje skalę ich prawdopodobieństwa. Daje ostatecznie możliwość samodzielnego podjęcia decyzji co do tego, która wersja jest nam bliższa. Czy ta najprostsza, brutalniejsza, nudniejsza, czy może ta najbardziej wpasowująca Józefa Sułkowskiego w model romantycznego bohatera pieśni, meteoru, który miał za zadanie jedynie płonąć by na chwilę rozświetlić innym niebo...

Chcę uniknąć zbyt głębokiego wdawania się w opis książki, by nie odkryć tych informacji, które są skąpe i których dociekanie w czasie lektury, będzie największą przyjemnością. Sułkowski zaś, jak Sfinks, jest naszą polską napoleońską zagadką. Kim, tak do końca, był, co myślał i... co by było gdyby...
Musicie to przeczytać.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl