Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Relacja z Dni Twierdzy Nysa 2011

W sobotni deszczowy ranek, 30.07.2011 wyruszyliśmy z Danielem w drogę do Nysy. Na miejscu zjawiliśmy się ok.godz.9-tej; aura okazała się łaskawa dla żołnierzy: nie było gorąco, a z ciemnoszarego nieba nie padało. Obóz i pole bitwy podobnie jak w latach poprzednich umiejscowiono w Forcie II, niestety z przykrością stwierdziliśmy, że tuż obok buduje się osiedle domków jednorodzinnych. Większość namiotów rozbito pod osłoną drzew przed samym fortem, część oddziałów zakwaterowano w kazamatach; my znaleźliśmy gościnę w obozowisku Legii Polsko-Włoskiej (należy dodać wzorowo zorganizowanym). I tu niespodzianka - pośród legionistów spotkaliśmy naszego pułkowego kolegę Artura, z wprawiającym się w żołnierskie rzemiosło synem Maksem – było więc nas czterech, na ponad 400 biorących udział w imprezie. Trzeba podkreślić, że towarzystwo mieliśmy doborowe (mimo panujących opinii o komercjalizacji Nysy);


Z zagranicy przyjechali Czesi z Jakubem Samkiem, Austriacy z Wolfgangiem Horakiem, zjawiła się Legia Nadwiślańska z Ukrainy, nie brakło Niemców (w tym Lucka), a na czele kawalerii francusko-belgijskiej stał... znajomy marszałek dowodzący nami pod Waterloo i Albuerą. Z krajowych regimentów stawiło się całe dolnośląskie „Prusactwo”, Legia, Strzelcy Konni, Artyleria i garstka Księstwa. Spośród piechoty wyróżniał się wielkością i wyszkoleniem „kontyngent austriacki”; wspaniale prezentowała się kawaleria – rekonstruktorskie serce rosło na ten widok- ponad 40 jeźdźców: z jednej strony ułani i huzarzy austriaccy, z drugiej kirasjerzy francuscy, jazda legionowa oraz „jak malowani” szwoleżerowie; kolorytu dodawały wozy taborowe. Z kronikarskiego obowiązku należy również odnotować pokaźną artylerię w sile ok.20 dział.

O godz.10-tej podstawionymi autobusami,pojechaliśmy do miasta, gdzie odbyła się tradycyjna defilada - maszerowaliśmy z Legią na czele kolumny, w rytm wybijany przez 3 nyskich doboszy (tylko pozazdrościć) a, za nami ciągnął się barwny i głośny bębnami sznur kilkuset żołnierzy; potem przyszedł czas na część oficjalną, salwę i „misiowanie”.

W południe wróciliśmy do obozu; wolny czas poświęciliśmy na na zwiedzenie fortu (tu podziękowanie dla Heńka za oprowadzenie), spotkania ze znajomymi i rozmowy przy ognisku.

Bitwę zaplanowano o 17-stej: strona pruska skryta za wysokimi szańcami (i dwiema fosami ppoż – czyżby echa sprzed 2 lat...), odpierała równocześnie z kilku stron ataki wojsk napoleońskich;po godzinnej walce sforsowano umocnieniai twierdza poddała się.

Niestety nasz pobyt w Nysie dobiegł końca, pożegnaliśmy naszych gospodarzy (jeszcze raz podziękowania z ugoszczenie) i towarzyszy broni i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl