Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Przemarsz przed heilsbergską bitwą 2012

Jak co roku na początku czerwca, 12 Pułk uczestniczył w rekonstrukcji bitwy pod Heilsbergiem (Lidzbarkiem Warmińskim) z 1807 roku. Przed tegoroczną imprezą na przemarsz w okolice Lidzbarka wyruszyła niewielka 7 – osobowa grupa ochotników. Cel był ambitny – około 20 kilometrów w rozmaitym terenie w pełnym rynsztunku.

Przemarsz rozpoczęliśmy w piątek z samego rana. Opuściliśmy miejsce noclegowe wyznaczone w Lidzbarskim Domu Kultury, udając się w nieznane, prowadzeni reprintem mapy z okresu oraz intuicją naszego dowódcy. Na przemarsz wszyscy dali się z dużym zapałem, zachęceni opowieściami sierżanta Remigiusza o gospodarstwie z studzienną wodą smaczniejszą od piwa, trzech córkach czekających z utęsknieniem na żołnierzy i rabowanych kanapkach.

Problemy zaczęły się już na początku…
Mapa i intuicja dowódcy nie wystarczyły we współczesnych realiach, więc tuż za Lidzbarkiem trochę pobłądziliśmy. Na szczęście pogoda dopisywała. Nie było zbyt gorąco, lekki deszczyk ochładzał spocone skronie. Warunki idealne by przetrwać marsz bez większych problemów. Po krótkim zastanowieniu nad dalszą drogą udało odnaleźć się właściwą ścieżkę i lasem udaliśmy się w kierunku na wieś Pilnik i Pomorowo. Po wejściu do lasu nasz oddział został zaatakowany przez silne zgrupowanie komarów, żadnych naszej krwi. Środki przeciw komarom tylko na chwilę przynosiły poprawę sytuacji, dlatego każdy z ulgą powitał znajome gospodarstwo, znajdujące się za lasem. Co prawda nie było kanapek ale woda ze studni była smaczna tak jak zapowiadano. Po uzupełnieniu zapasów wody znowu ruszyliśmy na szlak. Na drodze do wsi Łaniewo przy przydrożnym krzyżu zarządzono dłuższy postój. Posiłek, możliwość pozbycia się oporządzenia i butów przyniosła prawdziwą ulgę. Dłuższy postój dodał każdemu sił i chęci na dalszy marsz. Droga zaprowadziła nas na most przerzucony nad Łyną i dalej do Łaniewa i kolejnego postoju. We wsi zostaliśmy przyjęci życzliwie, miejscowi wykazywali duże zainteresowanie naszą grupką. Szczególnie przyjazne były rozmowy z ukrytą opcją niemiecka zamieszkującą Łaniewo. Widok mundurów, śpiewy, strzały karabinowe przypomniały jednemu z autochtonów stare, dobre czasy, gdy kraina ta zwana była z niemiecka OstPreussen. Chcąc wykorzystać życzliwość mieszkańców, postanowiliśmy poszukać mocniejszych wrażeń próbując miejscową kuchnię. Niestety ku naszemu rozczarowaniu nikt nie chciał uraczyć strudzonego żołdaka swojskim bimbrem. Odprowadzeni przez miejscową młodzież powróciliśmy na szlak do Ignalina – końca naszej wędrówki. Po drodze nasza grupa straciła jedną osobę – fizyliera Kurczaka, który zmuszony był porzucić wspólny marsz na rzecz olsztyńskiego zajazdu serwującego pierogi.

Droga do Ignalina była męcząca. Zrobiło się bardzo ciepło, słońce wyjrzało zza chmur, co od razu poczuliśmy na sobie. Zapasy wody znikome. Widmo kryzysu i buntu wisiało w powietrzu. Wtem podczas postoju gdy każdy walczył z brakiem wody i sił, pojawiła się nadzieja. Nadzieja w postaci starszego mieszkańca Ignalina na leciwym traktorze. Głosił on dobrą nowinę, o złocistym napoju i pożywieniu czekającym specjalnie na nas w Ignalinie. Wojsku nie trzeba było dwa razy powtarzać. Niczym na rozkaz każdy poderwał się by założyć mundur, plecak, podnieść broń i ruszyć w dalszą drogę. Droga ponownie dłużyła się a zabudowania wsi w oddali, majaczyły niczym Moskwa wojskom francuskim w 1812 roku. W końcu Ignalin. Koniec ciężkiego ponad 20 kilometrowego przemarszu. Gorąca, przepyszna zupa, zimne piwo, ciepłe przyjęcie przez mieszkańców było nagrodą za trudy całego dnia. Biorąc wśród miejscowych przewodnika udaliśmy się na miejsce naszego noclegu – starą, opuszczoną stodołę, leżącą niedaleko Ignalina. Miejsce noclegu było ryzykowne, jak mówili miejscowi stodoła kiedyś spłonęła, a 3 osoby popełniły tam samobójstwo. Widmo strzygoni, wisielców napawało obawą. Samo miejsce nie było tak straszne jak mogłoby się wydawać. Żołnierzowi nie potrzeba niczego więcej poza dachem nad głową, odrobiną słomy i ciepłą strawą. Ognisko towarzyszyło wieczornym rozmowom, tym razem krótkim, gdyż zmęczenie wzięło górę nad każdym z nas.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl