Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Reminiscencje kampanii wiosennej 1813-2013

Wielu na zawsze pozostało w Wilnie. Pomarli na progach domów przestraszonych Litwinów, pozamarzali na śmierć na rogatkach miasta, pozasypiali na zawsze w śniegu. Ci, którym się udało, dotarli do strażnicy koło pomorskiej miejscowości Stolp.

Tak było z naszym kapralem Sebastianim, który po morderczej kampanii rosyjskiej, po bitwach w Smoleńsku, Walutynej Górze, Borodino, cudem został wyleczony na Litwie (choć jeszcze nie do pełni zmysłów) dzięki wstawiennictwu Ostrobramskiej Panienki. Zostawiając resztę wojska w strażnicy nadłupawskiej, ruszyłem z kapralem pospiesznie do Warszawy. To, co zobaczyliśmy, napawało nas jednocześnie dumą i przerażeniem. Szczątki obdartego wojska niewzruszenie prezentowało ocalałe orły przed księciem Józefem. Stałem wtedy w pierwszym szeregu przed Blachą, książe miał twarz bladą, był słaby, jakby toczył wewnętrzną walkę.
Niedługo potem dowiedzieliśmy się dlaczego. Pepi ogłosił koncentrację wojsk w Krakowie. A więc nowa wojna! Zostawiłem kaprala na przepustce w Warszawie i ruszyłem z resztą wojska do grodu Kraka. Czekała mnie tam nie lada niespodzianka, gdyż spotkałem tam w szynku dwie znane mi łajzy – Jędrka i jego szwagra, górala z pobliskich Tatr. Krakowiacy żegnali nas bardzo serdecznie, częstowali napitkiem i jedzeniem, wyszli tłumnie i odświętnie ubrani na pożegnanie. Po wymarszu z Krakowa kierowaliśmy się mnie więcej do rodzinnych stron generała Dąbrowskiego, w drodze do Saksonii połączylim się wreszcie z resztą oddziału maszerującego na zachód.
Wielkie to było zwycięstwo naszego Cesarza nad Prusakami w miejscowości zwanej Wielkie Gerszen (w okolicy widzieliśmy też grób Gustawa Adolfa, króla szwedzkiego, którego ubił pewien polski żołnierz podczas wojny 30-letniej; a niech tak i ten zdrajca Bernadotte skończy!). Dokonaliśmy tego dzięki geniuszowi Napoleona, szybkim manewrom, wreszcie dzięki doświadczonemu i wyćwiczonemu wojsku. Niestety ponieśliśmy też bardzo duże straty, większość wiarusów z 12. pułku zostało ciężko rannych. Jedyne, czego się dowiedzieliśmy później, to to, że zostali przetransportowani do szpitala w Lipsku i że najciężej ranny w łopatkę sierżant Clemence został tam na dłuższą rehabilitację. Myśmy natomiast (znaczy się ja, Jędrzej i śwagier), chcąc dołączyć do wojsk Poniatowskiego, ruszyli z Francuzami z 127 pułku liniowego na Wielkie Bereen. To była porażka. Bili się głównie Sasi i Austriacy. Udało się nam jednakże wycofać w porządku się na południe. Z dobrym humorem lepiej się maszeruje i nie czuje się tak zmęczenia, a i pogoda dopisywała. Źródłem naszego dobrego samopoczucia była wieść o zwycięstwie Napoleona pod Dreznem. Do tego dołączył do nas zdrowy już sierżant Clemnce. Radość nie trwała jednak długo.
Z marszu weszliśmy do Kulm, wprost na bitwę. Ta była już prawie wygrana, korpus Vandamma miał gonić rozbitych Austriaków i Rosjan, kiedy na tyły naszej armii wyłonili się z górzystego terenu Prusacy. Rozpętało się piekło – dosłowne, bo ogień zaprószał nad wyraz silnie wiejący wiatr. Wydostaliśmy się stamtąd tylko dzięki pomocy lansjerów, którzy wywieźli nas a koniach. Razem z nimi pociągnęliśmy do armii Neya, mającej zdobyć Berlin.
Pod Dennewitz spotkaliśmy starego kamrata Kurczaka! Bardzo się ucieszyłem widząc szefa kuchni, ale zaraz mina mi zrzedła, gdyż przypomniałem sobie, jak w Żochowie uciekł ze służby wraz z kapralem Sebastianim (który zresztą na przepustce w Warszawie coś za długo zabalował) i jako kuchcik musiałem sam przygotowywać śniadanie dla całej załogi strażnicy. Gdy mu to przypomniałem, obiecał zadośćuczynić mi to w dowolny sposób. Poprosiłem więc o pożyczenie jego klaczy, dzięki której w dzień wolny udało mi się wypocząć zwiedzając okolicę. Do tego Kurczak obiecał dowieźć nam piwa, z tym jednak zadaniem miał większe trudności. Aby się nie zniechęcił, ułożyłem dla niego piosenkę na melodię Karmanioli:
Monsieur Poulet avait promis
Monsieur Poulet avait promis
D’apprendre des bières pour tous amis
D’apprendre des bières pour tous amis
Mais il y’a de problème:
le bières ne sont pas les mêmes!

Dançons la carmagnole etc....

Co się tłumaczy jako: Pan Kurczak obiecał przynieść piwa dla wszystkich przyjaciół, ale ma problem – rozminął się z napitkiem!

Niestety bitwa to była klęska. Podobnie jak kolejna, pod pobliskim Wartenburgiem. Sama miejscowość to urocze miasteczko, położone w zakolu Łaby, ale nie czas żałować róż, gdy płoną lasy (ha, brzmi jak powiedzenie jakiegoś romantyka!). Dynamiczna bitwa bardzo nas wycieńczyła, a po przekroczeniu Łaby przez Prusaków na przyczółku mostowym, zaczęliśmy odwrót pod dowództwem marszałka Bertranda. Zatrzymaliśmy się dopiero na przedmieściach Lipska, gdzie połączyliśmy się w końcu z reszta pułku, polskiej brygady i księciem Józefem.

Ale najgorsze miało dopiero nadejść...


Tekst: Kasia i Andrzej

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl