Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Relacja z inscenizacji bitwy pod Albuerą w 200 rocznicę wydarzeń

W dniach 6-8 maja 2011 odbyła się w miejscowości La Albuera (hiszpański region Estremadura) rekonstrukcja bitwy stoczonej 16 maja 1811 roku przez polsko-francuskie wojska marszałka Soulta i hiszpańsko-portugalsko-angielskie wojsko dowodzone przez marszałka Beresforda.

Hiszpania! Już samo to słowo elektryzuje polskich rekonstruktorów. Dalekie, surowe i niebezpieczne rubieże Europy na jakie posłała naszych dziadów żelazna wola Cesarza Napoleona stały się dla nich areną wielkich zasług bojowych. Fuengirola, Somosierra, Saragossa, Szwoleżerowie, Ułani Legii Nadwiślańskiej to tylko niektóre hasła-symbole jakie przychodzą nam na myśl kojarząc czasy napoleońskie i kraj Cervantesa.

Nie mogło nas na tej rekonstrukcji, w 200. rocznicę bitwy zabraknąć. Nawet 6 dni spędzone w autokarze, w dusznej i ciasnej i przestrzeni bez możliwości odpoczynku nie były przeszkodą aby stanąć na spieczonej słońcem ziemi i choć w ten sposób wspomnieć o naszych przodkach, którzy własną krwią budowali fundamenty dzisiejszej Polski i naszego narodu.

Jak przebiegła podróż, obozowanie, bitwa i powrót? Tym razem oddam głos naszym żołnierzom:

Dowódca:

"No dobra, a było to tak...

Pominę poronioną podróż PKP, ruszyliśmy z Warszawy autokarami. Podróż minęła wesoło, dojechaliśmy do hotelu w okolice Paryża. Tam się przespaliśmy i rano komunikacją podmiejską dojechaliśmy do centrum, gdzie odwiedziliśmy Cesarza (dokładnie w rocznicę śmierci!) zaliczyliśmy muzeum, hotdoga, bagietkę i butelkę wina.
Dalsza droga też zleciała wesoło.
Do Albuery dojechaliśmy ok. 17tej, wypakowaliśmy graty, przebraliśmy się, rozstawiliśmy namioty i ruszyliśmy na wstępny rekonesans miasteczka. W sklepach zrobiliśmy zakupy, wpadliśmy do knajpki, oszabrowaliśmy rosnące przy ulicach pomarańcze i inne, nieznane nam pyszne owoce, po czym wróciliśmy do obozu.
"

Fizylier Andrzej:

"Po czym objuczeni trunkami ruszyliśmy w Hiszpanię,świętując co krok w zrujnowanych winnicach...Nocną już godziną,uderzyliśmy ponownie do knajpy.
Od rana nastąpił zmasowany atak smażonego schabu i tak już do samego końca. Około południa zlał Nas krótki deszcz, po czym ruszyliśmy na paradę klucząc wszystkimi uliczkami Albuery i dalej na pole bitwy ćwiczyć manewry, a w obozie czekał już schab i rosół... Zbliżała się godzina 19 zagrały trąbki i werble wzywające do bitwy..
."

Fizylier Pietraszon:

"A jak werble i trąbki zagrały to chęć do boju też się obudziła.W końcu krew nie woda... Dodatkowo na polu bitwy naszym oczom ukazał się kościółek (a ściślej jego makieta) i już wiedzieliśmy w jakim celu przyjechaliśmy Very Happy .Niestety czerwone kurtki niezbyt chętnie chciały nas dopuścić w jego pobliże mimo powalającej taktyki którą zastosowaliśmy (panowie wężykiem ,wężykiem).Nie dali się zwieść skubańcy więc postanowiliśmy przełożyć plany na dzień następny-na drugą bitewkę. A po starciach..."

Fizylier Łukasz:

"Po starciach pot po nas sciekał Przemaszerowaliśmy obok widzów którzy entuzjastycznie bili brawa i machali do nas. Potem wypad w miasteczko i chwila odpoczynku oraz chargez za 10-tkę Remika. Przemaszerowalismy przez historyczny mostek zza Albuerę by uraczyć ducha miejscowej zabawy ale nas nie wpuszczono i wróciliśmy do centrum..."

Fizylier Adam:

"...a w centrum na ryneczku raczyliśmy się trunkami i porugalczyków uczyliśmy kwiecistej polskiej mowy. Po powrocie objęliśmy wartę i tak do rana przy ognisku nie spaliśmy aby spać mogli inni. Rankiem zesmażyliśmy tony kurczaków i schabowych, a con la cerveza czyściliśmy broń i szykowaliśmy się do kolejnej batalii..."

Fizylier Radek:

"Mały przerywnik - BATALIA - stojąc na ogromnym polu i czekając na rozkazy ,widzieliśmy ogromne rzesze anglo-porugalsko-hiszpańskich wojsk ustawiających się na przeciw naszym formacjom. Wraża kawaleria stała za wioską i czekała na rozkaz ataku. Ruszyliśmy, maszerując dzielnie manewrując batalionami, dowództwo w pierwszej kolejności rzuciło nas na wioskę. Raźnym krokiem chcąc zaskoczyć wroga ruszyliśmy na armaty. Cała artyleria wystrzeliła w naszym kierunku. Okazało się, że trzeba jednak obejść armaty, tak też poczyniliśmy. Nastąpił atak i wioska została zrównana z ziemią, ostał się jeno kościółek. I batalion ( 12 pp i 2 pp) został na wzgórzu i atakował spanioli oraz uganiał się za dziewkami. Po przegrupowaniu wojsk zaskoczyliśmy wroga tajemniczym wężykiem i znowu zaatakowaliśmy. Sytuację wrogich wojsk uratował korpus brytyjski, który dzielnie zmagał się z nami. Walczyliśmy raźno z mazurkiem Dąbrowskiego na ustach do chwili odwołania nas z tego odcinka frontu. I w ten sposób zakończyła się sobotnia batalia. W niedzielę maszerując dziarsko brytyjski batalion huknął do nas salwą z lewego skrzydła. Dowództwo zadecydowało, że I batalion Polski musi zatrzymać brytoli. Tak więc uczyniliśmy. Walczyliśmy z nimi do chwili skierowania nas w centrum bitwy. Uderzyliśmy na Hiszpanów, którzy dziarsko uciekają i przewracając się "uśmiercili "(śmy się sami ha ha ) nas. W ten sposób zakończyliśmy bitwę pod Albuerą. Dzięki naszemu naczelnemu dowództwu straty w Polskim pułku wyniosły tylko 90 % Smile Smile"

Fizylier Łukasz:

"Warto dodać, że podróż powrotna z schabowymi i bułkami do wbijania gwoździ do Paryża mijała w atmosferze gawęd i analiz pola wali Prym w opowieściach wiódł między drzemkami towarzysz MARIAN"

Tymi to prostymi żołnierskimi słowami pokrótce można by opisać ten długi, meczący, ale i satysfakcjonujący wyjazd.

Wspólne wieczory spędzone w szczerym polu, pod drzewami oliwnymi w świetle zachodzącego hiszpańskiego słońca i migotaniu gwiazd będą tematem naszych długich i tęsknych westchnień przez najbliższe miesiące...

Kto nie był, niech żałuje.

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl