Pułk 12. Piechoty Księstwa Warszawskiego
2. batalion, 2.kompania

 

Raport zbiega z pruskiej niewoli po bitwie o most w Łupawie z dnia 18 czerwca

W dniach 17-19 czerwca (2011r) w podsłupskiej Łupawie odbyła się impreza rekonstrukcyjna, na której nie zabrakło żołnierzy 12. Pułku. Bitwa była zażarta, trup słał się gęsto, huk i dymy wystrzałów tonęły w potokach deszczu, potu i krwi. Nie ostała by się jedna dusza do złożenia relacji z wydarzenia, gdyby nie szczęśliwe-nieszczęśliwe porwanie naszego sierżanta do pruskiej niewoli. Dziękować Bogu, nasz sierżant nie w ciemię bity. Zwinnie zagadując strzegące go pruskie indywidua, namawiając do picia gorzałeczki, szybko upił i otumanił swoich ciemiężycieli. Gdy zjadacze kapusty już smacznie spali, gdy w końcu najbardziej wysublimowany smakosz "wursta" zwiesił spitą głowę, nasz sierżant - znany tułacz, szczwany lis - czmychnął z obozu. Kosztem stratowanego w biegu zagonu kaszubskich truskawek, wystraszonych dwóch psów i spłoszonej pasącej się świni, taki oto raport dotarł dziś na biurko pułkownika Wyssenhoffa:

"To była jedna z najbardziej klimatycznych akcji, na jakich byłem ostatnimi laty!

Czwartek

Przyjechaliśmy z Kurczakiem i Gregorem już w czwartek po południu. Przywitał nas Rocco z Kasią, zakwaterowaliśmy się w koszarach obejrzeliśmy stan fortyfikacji, bramy, itp. Następnie, obładowani sprzętem i prowiantem, z mapą w ładownicy, ruszyliśmy na pierwszy przemarsz. Okolica nadzwyczaj piękna, poprzecinana starymi, brukowanymi dróżkami.
Na skraju lasu zatrzymaliśmy się na popas, rozpaliliśmy ognisko i upiekliśmy nadzwyczaj dobry boczek, którym poczęstował Gregor. Powiew wiatru, butelka wina i śpiewające skowronki trochę nas rozleniwiły, ale wkrótce ruszyliśmy dalej, by po kilku kilometrach dojść do miejscowości Łupawa. Tam zrobiliśmy dłuższy postój na pomoście na rzece. W drodze powrotnej zgarnął nas do siebie miejscowy tubylec, poczęstował piwkiem, za co daliśmy mu i jego córce strzelić z muszkietu. Zrobiło się późno, toteż odprowadzeni przez gospodarzy ruszyliśmy przez lasy i pola w drogę powrotną. Po dotarciu do Żochowa rozpaliliśmy w kominku, rozlokowaliśmy się na pryczach i zasnęliśmy...

Piątek

Wstaliśmy niespiesznie, poranna toaleta, kawa przy harcach kotów, itp.
Przyszedł potem Rocco i poprosił, byśmy pomogli skręcać ładunki karabinowe, jakieś 1200 sztuk (!). po skręceniu połowy tulejek na ładunki usłyszeliśmy zbawienną prośbę, byśmy poszli do oddalonego kilka km. tartaku po pył drzewny na przybitki armatnie.
Ochoczo złapaliśmy oporządzenie, wór na trociny i ruszyliśmy w trójkę na kolejny przemarsz. Plan był z góry ustalony, w/g którego po drodze odwiedziliśmy stawy rybne, gdzie zakupiliśmy 6 sztuk pstrągów i udaliśmy się w trasę, rozglądając się za dogodnym miejscem na ognisko. Po drodze trafiła się nam poziomkowa wyżerka...
Idąc w kierunku miejscowości Malczkowo zatrzymaliśmy się w pobliżu lasu, gdzie rozpaliliśmy ognicho i upiekliśmy pstrągi. Po tak sutym posiłku leniwie ruszyliśmy w dalszą drogę. W tartaku zapakowaliśmy pół wora trocin, odwiedziliśmy sklep i ruszyliśmy w drogę powrotną do Żochowa. W między czasie odwiedziliśmy opuszczony, poniemiecki cmentarz, znaleźliśmy spalone zwłoki noworodka i nastraszyliśmy faceta w gaciach, ale to historie do opowiedzenia przy ognisku... (piszczele kończyn i jedną rękę zabraliśmy, by zrobić z nich fajki...)

Sobota

Dzień rozpoczęty kawą, następnie przechadzkami po okolicy. Po przegrupowaniu się w koszarach (przez noc nazjeżdżało się ludzi) zapakowaliśmy się do busa i pojechaliśmy Do Łupawy na pierwszą bitwę.
Tam spędziliśmy trochę czasu pod kościołem, skąd po informacji od gońca ruszyliśmy do ataku na most, który opanowali Prusacy. Z prawej flanki wspierały nas dwie jedno-funtówki, zaczął padać deszcz, dostałem się do niewoli, padały trupy, kawaleria wymiękła, generalnie padł cały scenariusz. Zrobiła się regularna młocka na moście w strugach deszczu, krwi i porozrzucanych zwłok...
Końcówka bitwy - w/g planu oddziały francuskie miały się rozstąpić robiąc miejsce dla kawalerii, która miała pogonić Prusaków z mostu. Niestety konie spłoszyły się... wszystkiego, i nie wzięły udziału w walce.
Po bitwie (oczywiście przestało padać) zrobiliśmy szpaler na pobliskim placu, był czas dla notabli, ksiądz pobłogosławił i wychwalał wojenne zasługi Matki Boskiej w wojnie bolszewickiej 1920r. (!), było klękanie, całowanie po rękach, całowanie gazety... ale to też zostawmy na ogniskowe opowieści.
Po bitwie był plan, by z Łupawy wrócić do bazy leśnymi drogami, na zasadzie że Prusaki się wycofują, a my ich gonimy. Niestety Prusaków przytrzymał Rocco, toteż udaliśmy się w trasę razem z francuzami ze 129 pułku.
Na miejscu chwila odpoczynku i przygotowania do kolejnej bitwy- szturmu na twierdzę...

Druga bitwa

Do szturmu przygotowywały się oddziały polsko-francuskie. Przed nami była ufortyfikowana brama ze strzelnicami, mur z fosą, koszokopy, kozły hiszpańskie i inne atrakcje.
Ukryta zawczasu na przedpolu drabina miała umożliwić nam wspjęcie się na mur. W trakcie szturmu zdobyliśmy prowizoryczną kładkę, po której przeszliśmy przez fosę. Niestety drabina okazała się za niska(?), a brama za solidna do rozwalenia. Staliśmy chwilę zdezorientowani pod basztą w martwym punkcie, skąd nie można nas było ustrzelić z górnych strzelnic, za to z dolnych można było nam poodgryzać stopy...
W końcu brama puściła, wdarliśmy się do środka. Po krótkiej walce wręcz twierdza się poddała.
Teraz nastąpiła zamiana ról, my broniliśmy farmy, a prusaki atakowali. Jednak ci już znali stan umocnień, jak i bezsensowność ich bezpośredniego szturmu. Część pruskich wojsk związała nas ogniem na przedpolu, druga ukradkiem przeszła za stajnią poprzez ukryte przejście i wpadła do twierdzy nam na tyły. Bitwa była zaciekła, na bagnety, sztachety i worki wypchane słomą...
W końcu, wymęczeni, zaprzestaliśmy walk i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek i poczęstunek. Gospodarze ugościli nas na bogato! Pieczony prosiak, sałatki, pieczone mięsiwa, pasztety, wszelakie napitki, jak na dobrym weselu. Dziwnym trafem gospodyni Kasia kazała wcześniej wyłapać wszystkie koty... :/
Pogodny wieczór upłynął nam na długich rozmowach przy fajeczkach i cygarach. Znużeni ciężkim dniem udaliśmy się do przytulnej kuchni, gdzie wcześniej napaliliśmy w piecu i zalegliśmy na siennikach, nucąc z Kurczakiem pieśni tybetańskie.

Sierżant R."

 

Napisz co myślisz:




© mail: admin na pulk12.pl